Radosny Wojownik
http://joyouswarrior.blog.interia.pl
Warszawa 2011-03-13
Choćbyś morzem żeglował,
choćbyś lądem wędrował,
nie wiem jaką krainą
ciekawą -

ona wezwie cię dłońmi,
sen ją w nocy przypomni
i jak dziecko zawołasz:
Warszawo!

(...)

Bo to ona, wciąż ona,
tarcza niezwyciężona,
promieniami okryta
i sławą.

Myśli nasze wciąż o niej.
Serca nasze wciąż do niej.
Wszystko dla niej. Dla ciebie,
Warszawo!

K. I. Gałczyński 
 
No i się sprawdza. Lądem czy powietrzem, na tydzień czy na trzy miesiące, w polskie góry czy w europejskie stolice... w pewnym momencie zaczynam tęsknić. Nie za Polską; nie za jakimkolwiek miastem... Za TYM miastem.

I chociaż Budapeszt jest zaiste przeuroczy, chociaż zachwycił mnie system komunikacji miejskiej, a w żółtej linii metra zakochałam się do tego stopnia, że ostatniego dnia pobytu, zamiast siedzieć i łapać na twarz pierwsze wiosenne promienie słonka, zdecydowałam się po prostu pojeździć metrem w tę i z powrotem... chociaż to wszystko... to słuchając bardzo przejętej pani w synagodze, która ze zgrozą w głosie opowiadała, jak to Niemcy w '44 zamknęli teren wokół synagogi i zrobili getto, i ono istniało 7 tygodni, i bardzo dużo ludzi zmarło, bo były fatalne warunki sanitarne - miałam ochotę parsknąć jej śmiechem prosto w twarz... a łażąc wśród wystawionych w różnych bunkrach skalnych woskowych figur w hitlerowskich mundurach i wywieszonych na ścianach flag ze swastykami zastanawiałam się: czy warto było płacić taką cenę, żeby mieć stolicę pamiętającą Habsburgów...

Ale już się nie zastanawiam, czy warto było płacić TAKĄ cenę za stolicę po tymże '44 odbudowaną z wielkiej płyty. Odbudowaną - tarczę niezwyciężoną, promieniami okrytą i sławą...

Ech, definitywnie warszawiak jestem, i to lewobrzeżny! :-) 

plemion madziarskich wędrówka na zachód 2011-02-08
A tam po gór nieznanej stronie?
Czym ryty staną się stepowe
Wśród innych szczepów. Czy ojcowie
Nie będą dla swych synów obcy?

Założą nowy dom wędrowcy
Ożenią się i pierworodny
We wszystkim różny będzie od nich,
W tutejszym świecie się roztopi.

Od pocałunków Europy
Rzymskich, słowiańskich i germańskich
Zblednie złocista skóra, zgaśnie
Kształtny ostrołuk rysich oczu.

O branki piękne, sny urocze,
Łona głębokie jak cmentarze,
Gdzie kształt utracą huńskie twarze,
Mongolskich warg spłowieje blask.

I drogie rysy zatrze czas,
Te zmarłych ojców stare piętna,
Które przejmują niemowlęta
Jak żywe znaki wspólnej schedy!

Więc przyszliśmy ze stepu, żeby
Ciała się z duszą zbyć? Bogowie
Jedynie o podobnych sobie dbają
- i co zostanie po nas?
(Gyula Illyés)
Niepokonani...? 2011-02-01
Gdy emocje już opadną
Jak po wielkiej bitwie kurz
Gdy nie można mocą żadną
Wykrzyczanych cofnąć słów
Czy w milczeniu białych haniebnych flag
Zejść z barykady
Czy podobnym być do skały
Posypując solą ból
Jak posąg pychy samotnie stać

Gdy ktoś kto mi jest światełkiem
Gaśnie nagle w biały dzień
Gdy na drodze za zakrętem
Przeznaczenie spotka mnie
Czy w bezsilnej złości łykając żal
Dać się powalić
Czy się każdą chwilą bawić
Aż do końca wierząc że
Los inny mi pisany jest

Płyniemy przez wielki Babilon
Dopóki miłość nie złowi nas
W korowodzie zmysłów możemy trwać
niepokonani
Nim się ogień w nas wypali
Nim ocean naszych snów
Łyżeczką się odmierzyć da

Trzeba wiedzieć kiedy ze sceny zejść
Niepokonanym
Wśród tandety lśniąc jak diament
Być zagadką, której nikt
Nie zdąży zgadnąć nim minie czas

(Perfect)

Rekord wszechczasów? 2010-12-28

No chyba tak... Chyba jeszcze nikomu przede mną nie udało się dokonać takiej sztuki, żeby dokładnie tydzień po obronie doktoratu zacząć habilitację...

Jest to co prawda RE-habilitacja, ale zawsze...

No więc chwilowo jestem chory doktor na urlopie zdrowotnym w domciu. Kolejne święta inne niż zwykle...

Jakiś niefart mam w tym roku.

Ale o co chodzi...? 2010-12-02
Od czterech dni słyszę zewsząd krew w żyłach mrożące opowieści o paraliżu komunikacyjnym, jaki na okoliczność zimy dotknął moje piękne miasto. Osiem godzin w korku, dwie i pół z Castoramy w Alejach do Reduty, przez dwie godziny nie przyjeżdżające autobusy...

W pamiętny poniedziałek z tej tu podwarszawskiej miejscowości do Metra Młociny jechałam normalnie - 15 minut. Pokręciłam się trochę po mieście tramwajami i metrem, wróciłam na wieś - od Młocin - w 20 minut. We wtorek wycieczka do domu na Pragę Północ zajęła mi coś ok. 2 godzin w sumie (licząc z pobytem w domu i przekopywaniem szaf). Dziś - ok, akurat jak zeszłam na peron dworca Śródmieście, to odwołali ruch w kierunku zachodnim, więc z drżeniem i bojaźnią, zastraszona opowieściami i nieco zrezygnowana powlokłam się na przystanek autobusowy... po dosłownie kilku minutach przyjechał wcale nie bardzo zapchany 517, który do Ursusa dojechał w 35 minut. To w normalnych warunkach pogodowych mu się rzadko zdarza! No a potem z pętli na Niedźwiadku na moje podmieście, autobusem, przez Centrum, wracałam w sumie 1 godzinę i 40 minut (byłoby szybciej, ale autobus miał jakiś problem ze sobą, pyrkał i dyszał i wył silnikiem tak, że naprawdę kilka razy nie usłyszałam telefonu dzwoniącego w kieszeni, i tylko dlatego jechał jakby chciał a nie mógł) ...

To ja się pytam: GDZIE TE UTRUDNIENIA KOMUNIKACYJNE???!!! 

Proroctwo...? 2010-11-07
Początek maja roku pańskiego bieżącego - zaczynałam już chodzić o własnych siłach, szwedki jeździły jeszcze ze mną jako asekuracja, ale już bardziej przeszkadzały niż cokolwiek innego... Po którejś z porannych mszy w kościele, który wciąż jeszcze pamiętam, choć już jak przez mgłę, zostawiłam kijki pod czułą opieką kościelnego i wybrałam się do kiosku - po coś, bilety jednorazowe chyba. Po drodze, przy furtce, spotkałam wracającego z tegoż kiosku wikariusza parafii tamtejszej... (ech, kiedy to było...!) 
Rzeczony przyjrzał mi się uważnie i pyta: 
- Gdzie masz laski?
Na co ja z dumą i radosnym wyszczerzem: 
- W zakrystii...!

To teraz kto umie, niech zrozumie... :-)  

(Niestety, w ostatnim tygodniu laski wróciły do łask... Kręgosłup uznał, że już nie będzie mnie obsługiwał, i właśnie trwają pertraktacje, żeby jednak jeszcze trochę... ;) )

Przesłanie Pana Cogito 2010-10-04
Idź dokąd poszli tamci do ciemnego kresu
po złote runo nicości twoją ostatnią nagrodę

idź wyprostowany wśród tych co na kolanach
wśród odwróconych plecami i obalonych w proch

ocalałeś nie po to aby żyć
masz mało czasu trzeba dać świadectwo

bądź odważny gdy rozum zawodzi bądź odważny
w ostatecznym rachunku jedynie to się liczy

a Gniew twój bezsilny niech będzie jak morze
ilekroć usłyszysz głos poniżonych i bitych

niech nie opuszcza ciebie twoja siostra Pogarda
dla szpiclów katów tchórzy - oni wygrają
pójdą na twój pogrzeb i z ulgą rzucą grudę
a kornik napisze twój uładzony życiorys

i nie przebaczaj zaiste nie w twojej mocy
przebaczać w imieniu tych których zdradzono o świcie

strzeź się jednak dumy niepotrzebnej
oglądaj w lustrze swą błazeńską twarz
powtarzaj: zostałem powołany - czyż nie było lepszych

strzeż się oschłości serca kochaj źródło zaranne
ptaka o nieznanym imieniu dąb zimowy
światło na murze splendor nieba
one nie potrzebują twego ciepłego oddechu
są po to aby mówić: nikt cię nie pocieszy

czuwaj - kiedy światło na górach daje znak - wstań i idź
dopóki krew obraca w piersi twoją ciemną gwiazdę

powtarzaj stare zaklęcia ludzkości bajki i legendy
bo tak zdobędziesz dobro którego nie zdobędziesz
powtarzaj wielkie słowa powtarzaj je z uporem
jak ci co szli przez pustynię i ginęli w piasku

a nagrodzą cię za to tym co mają pod ręką
chłostą śmiechu zabójstwem na śmietniku

idź bo tylko tak będziesz przyjęty do grona zimnych czaszek
do grona twoich przodków: Gilgamesza Hektora Rolanda
obrońców królestwa bez kresu i miasta popiołów

Bądź wierny Idź

(Zbigniew Herbert)

Koniec przygody 2010-09-30
No i fajrant... Fajrant na wieki wieków.
Definitywnie zakończyłam dziś żywot (wiecznego) studenta. Mogę wyciągnąć z portfela ważną do 30 września 2010 legitymację... i już zawsze będę jeździć na pełnym bilecie...
Ale że ulgowy bilet też był ważny dokładnie do dzisiaj - nic się nie zmarnowało! :-)

Czy to naprawdę koniec przygody z biblistyką? Panie Boże, jakie Ty masz plany na mój temat, bo już się naprawdę - naprawdę...! - zaczęłam gubić...

W sumie piękny dzień na pożegnanie - św. Hieronim, prezbiter i Doktor Kościoła... i patron biblistów! :-) 

 

I kto tu w piętkę...? 2010-09-17

"- Inka, tam w wiaderku jest taki mały niebieski śrubokręt, to weź mi go podaj!

Posłusznie podchodzę do wiaderka, pochylam się, grzebię w poszukiwaniu małego niebieskiego śrubokrętu.

- Nie ma - melduję. - Jest tylko taki duży czerwony...

- A pokaż go...?

Pokazuję.

- No, to ten! :-) "

DOKTORAT LEŻY W SEKRETARIACIE I CZEKA NA RADĘ WYDZIAŁU...!!! :-)))) 

Miłosierdzie Boże 2010-07-21

... jest jak sprzątanie...

NIGDY SIĘ NIE KOŃCZY!!!

Pamiętajcie o ogrodach... 2010-07-20

- przecież stamtąd przyszliście...

-----------------------

- To jest znany fakt - w mediach są ludzie

- Na początku materia była taka jak pięść… a Pan Bóg był naokoło!

- Jan Paweł II traktuje kulturę jako swoje hobby

- My jesteśmy takie drożdże, jak to Pan Jezus powiedział

- Seneka i inni greccy filozofowie

- Cesarz się nawrócił na chrześcijaństwo, bo widział, że to takie postępowe

- Kultura pogańska została uchrześcijaniona przez Tomasza [z Akwinu]

- Rozum jest najwyższym wykwitem rewolucji

- Pojechałem do Rzymu, zszedłem na dół do grobu św. Piotra, stoję taki zamyślony, że to tutaj się to wszystko zaczynało… nagle spojrzałem w dół na posadzkę, a tam takie dwa małe lewki!

(ks. A. Lewek, 1940-2010)

-----------------------

Pamiętajcie o ogrodach - czy tak trudno być poetą...? 

Jedenaście lat studiowania teologii... 2010-07-13
Ucz się, ucz, bo nauka to potęgi klucz...
A jak będziesz mieć dużo kluczy... to zostaniesz kościelnym...



Pęczek, zaiste, dość pokaźny... ;) 
Władza kluczy 2010-07-02
Tobie dam klucze Domu Bożego. Cokolwiek otworzysz rano, będzie otwarte do wieczora, a czego nie otworzysz, to za to dostaniesz opieprz...

:-) 
 

3 Do 2010-06-20

Wpisuję się w stwórcze dzieło Najwyższego, tworząc COŚ z niczego...

Mianowicie doktorat z biblistyki. Właśnie weszłam w część liturgiczną jegoż i dłubię w lekcjonarzach, wynajdując w nich Psalmy Stopni i próbując je skomentować przez pryzmat czytań, do których są responsoriami. Robota głupiego - doszukiwać się powiązań, które albo nie istnieją, albo są tak zakamuflowane, że nikt na pierwszy rzut ucha ich nie wyłapie, których wreszcie nikt nigdy nikomu nie będzie pokazywał, bo nikt normalny nie mówi homilii do psalmów. Szkoda, bo one czasem naprawdę fajnie te czytania komentują, ale chyba wszyscy wychodzą z założenia, że przecież nie komentuje się komentarza...

Niestworzone historie mi tu wychodzą. Ciekawe, czy komisja tworząca editio typica zreformowanego lekcjonarza wiedziała, jaka głębia teologiczna przebija z tych zestawów... ;) 

Więc siedzę i tworzę mądre komentarze, każdy na co najmniej stronę (no nie, nie każdy, zgniewało mnie w końcu i Ga 2,19-21 z Ps 126 zajął mi niecałe pół strony, chyba zaniżyłam średnią) ze świadomością, że i tak nigdy nikomu to się nie przyda. I tak sobie myślę, że ja chyba założę własną działalność gospodarczą: firma będzie się nazywać 3 Do Sp. z.o.o. i będzie się zajmować pisaniem kazań na zamówienie. Co jak co, ale plastikowy teologiczny język mam opanowany już niemal do perfekcji :) 

Dlaczego 3 Do? Bo dobre kazanie musi być właśnie takie: Do ludzi, do rzeczy i do mikrofonu...*

 

* Co prawda jeden taki twierdzi, że kazania bywają też do ... - z czym się absolutnie zgadzam - ale to by była antyreklama...
Pozdrowienia dla jednego takiego :) 

Komentarz do wydarzeń bieżących 2010-05-26
Powódź. Woda zalewa wieś, sięga już powyżej pierwszego piętra. Do jednego z domów podpływa łódź ratunkowa.
- Panie, wsiadaj pan, ewakuacja! - wołają strażacy do gospodarza siedzącego w przerażeniu już na strychu.
- Nie, ja wierzę w Pana Boga, Pan Bóg mnie ocali z tego żywiołu! - odkrzykuje facet.
Cóż robić, nic na siłę, strażacy odpływają, a woda dalej się podnosi. Jakiś czas później gospodarz siedzi na dachu, kurczowo trzymając się komina, a woda chlupocze już przy rynnie. Podlatuje śmigłowiec i spuszcza drabinkę sznurową.
- Łap się pan! - krzyczy pilot.
- Nie, ja wierzę, że Pan Bóg wyratuje mnie z tego potopu! - odkrzykuje z determinacją gospodarz.
Śmigłowiec odlatuje, woda podchodzi, w końcu facet się utopił. Staje przed Panem Bogiem i skarży się z wyrzutem: 
- Panie Boże, ja w Ciebie tak wierzyłem, tak Ci ufałem, a Ty pozwoliłeś mi utonąć?! 
Pan Bóg przygląda mu się chwilę ze zmarszczonymi brwiami, po czym odwraca się do stojących za nim aniołów.
- Chłopaki... czy to ten frajer, po którego wysłałem łódkę i helikopter...? 
Stan klęski żywiołowej 2010-05-22
Najwyraźniej warszawski ZTM sam go sobie ogłosił, ponieważ od kilku dni jego pojazdy mają generalnie w... gdzieś rozkłady jazdy. Każdy powód jest dobry, żeby NIE jeździć, a za siedzenie w pojeździe podczas klęski żywiołowej przysługuje chyba dodatek za pracę w trudnych warunkach...?
W równie dużym poważaniu wszyscy w tym mieście mają przepisy drogowe z sygnalizacją świetlną na czele. Ostatnio tramwaj linii 4 spędził na przystanku w Centrum równe 10 minut, bo co chciał ruszyć - zgodnie ze swoim światłem - to się okazywało, że dokładnie centralnie na środku torów stoi jakiś burak, którego co obchodzi, że wjechał na czerwonym? W końcu motorniczy uznał chyba, że pojedzie po trupach, co prawie mu się udało, jako że przez to dość w końcu nieduże rondko brnął kolejne 3 minuty, co chwila gwałtownie hamując. W każdą stronę są trzy pasy, a buraków jak widać nie brakuje...

A fala na Wiśle ma podwójny aspekt towarzyski. Po pierwsze, całe życie towarzyskie miasta przeniosło się na mosty i na nabrzeża w pobliżu mostów; dziwi mnie doprawdy, że obwoźni handlarze piwa, kiełbasek z grilla i waty cukrowej przepuszczają taką okazję, przecież można zbić majątek na tym pikniku... A po drugie, sama Wisła poczuła jakiś przypływ (i to jest właściwe słowo) uczuć towarzyskich i lgnie ku ludziom... wręcz wychodzi z siebie, żeby być bliżej społeczeństwa...

Zdjęć wielkiej wody nie będzie. Nie lubię piknikować nad falą kulminacyjną od czasu, gdy dzieckiem będąc zostałam w czasie powodzi zabrana przez pewnego młodego człowieka na most w Krościenku, żeby popatrzeć na rzekę. A w życiu... Potem chyba gorzko tego żałował, bo musiał mnie niemal siłą odrywać od balustrady, widok wody kilkadziesiąt centymetrów niżej dość skutecznie mnie unieruchomił...
Ale tak sobie myślę, że jak ta fala w końcu opadnie, to przejazd na rowerze przez Most Gdański nie będzie wreszcie żadnym traumatycznym przeżyciem (jak zawsze do tej pory, jako że ja się naprawdę boję wody). Co to będzie za woda, taki tam potoczek... ;) 

День Победы 2010-05-09
День Победы, как он был от нас далёк,
Как в костре потухшем таял уголёк.
Были вёрсты, обгорелые, в пыли -
Этот день мы приближали как могли.

Этот День Победы
Порохом пропах,
Это праздник
С сединою на висках.
Это радость
Со слезами на глазах.
День Победы!
День Победы!
День Победы!

Дни и ночи у мартеновских печей
Hе смыкала наша Родина очей.
Дни и ночи битву трудную вели -
Этот день мы приближали как могли.

Здравствуй, мама, возвратились мы не все...
Босиком бы пробежаться по росе!
Пол-Европы прошагали, пол-земли -
Этот день мы приближали как могли.

День Победы!
День Победы!
День Победы!

Z Mądrości Syracha 2010-04-13
Czcij lekarza czcią należną z powodu jego posług,
albowiem i jego stworzył Pan.
Od Najwyższego pochodzi uzdrowienie,
i od Króla dar się otrzymuje.
Wiedza lekarza podnosi mu głowę,
nawet i wobec możnowładców będą go podziwiać.
Pan stworzył z ziemi lekarstwa,
a człowiek mądry nie będzie nimi gardził.
Czyż to nie drzewo wodę uczyniło słodką,
aby moc Jego poznano?
On dał ludziom wiedzę,
aby się wsławili dzięki Jego dziwnym dziełom.
Dzięki nim się leczy i ból usuwa,
z nich aptekarz sporządza leki,
aby się nie kończyło Jego działanie
i pokój od Niego był po całej ziemi.
Synu, w chorobie swej nie odwracaj się od Pana,
ale módl się do Niego, a On cię uleczy.
Usuń przewrotność - wyprostuj ręce
i oczyść serce z wszelkiego grzechu!
Ofiaruj kadzidło, złóż ofiarę dziękczynną z najczystszej mąki,
i hojne dary, na jakie cię tylko stać.
Potem sprowadź lekarza, bo jego też stworzył Pan,
nie odsuwaj się od niego, albowiem jest on ci potrzebny.
Jest czas, kiedy w ich rękach jest wyjście z choroby:
oni sami będą błagać Pana,
aby dał im moc przyniesienia ulgi
i uleczenia, celem zachowania życia.
Grzeszący przeciw Stwórcy swemu
niech wpadnie w ręce lekarza!
(38,1-15)

Święta inne niż zwykle 2010-04-04

Bo i Wielki Post, a zwłaszcza jego końcówka, była inna niż zwykle, po raz pierwszy od 10 lat naznaczona okrągłym -stym jubileuszem. I najwyraźniej mój organizm uznał, że jak się starzeć, to z przytupem, bo dokładnie dzień po jubileuszu zafundował sobie dolegliwość raczej 80-latków (przynajmniej tak mi się zawsze dotychczas kojarzyła rwa kulszowa). Pożartowaliśmy sobie trochę przez tydzień, kiedy chyba badał moją wytrzymałość, po czym najwyraźniej doszedł do wniosku, że może sobie pozwolić na więcej, bo jak po tym tygodniu dał czadu, tak odpuścił trochę dopiero po trzech przeleżanych plackiem dniach i paru nieprzespanych nocach. Ale przynajmniej doszłam do mistrzostwa w spożywaniu pieczonych kurzych skrzydełek w pozycji leżącej; cały pic polegał na takim manewrowaniu posiłkiem, żeby wylądował w moim otworze gębowym, a nie na poduszce obok...

Potem ponegocjowałam trochę z bolącym... no, nerwem kulszowym i wyluzował na tyle, że w wigilię Niedzieli Palmowej pozwolił mi zleźć z łóżka i nawet się wyprostować. A potem było z dnia na dzień lepiej, aż wreszcie, kiedy po wielkosobotnich nieszporach wczłapałam do zakrystii dość pewnym krokiem, trzymając obie szwedki tryumfalnie uniesione na pół metra nad podłogą, powitał mnie gromki okrzyk: Pan cię uzdrowił! To cud! Po czym padła propozycja: Odrzuć swoje kule i powieś je jako wota! Niestety - sprzęt rehabilitacyjny jest po pierwsze pożyczony, po drugie jeszcze się przydaje, odnoszę wrażenie, że wczorajszy sukces był chwilowym bonusem ze strony... ekhm... obolałej części ciała ;) 

No ale idzie ku lepszemu, na toto się nie umiera, mam przymusowy odpoczynek, który - choć się na niego zżymam - wyraźnie dobrze mi robi, po raz pierwszy od nastu lat przespałam słodko nie tylko liturgię godzin Triduum Paschalnego, ale także procesję rezurekcyjną i zawisanie na sznurach dzwonów, odwiedzam lekarzy częściej niż przez całe trzydzieści lat swego życia i z utęsknieniem wyczekuję momentu, kiedy będę mogła wreszcie siąść na rower i wypróbować w akcji moją nową trąbkę w kształcie krokodylka... No dobra, bardziej nie mogę się doczekać chwili, kiedy uda mi się samodzielnie pójść do łazienki, ale trzeba sobie wysoko stawiać poprzeczkę :) 

A On i tak zmartwychwstał :-) 

Dziewczynie, która na głos czytała mi Norwida... 2010-02-18
Coraz to z ciebie jako z drzazgi smolnej
Wokoło lecą szmaty zapalone
Gorejąc nie wiesz czy stawasz się wolnym
Czy to co twoje ma być zatracone
Czy popiół tylko zostanie i zamęt
Co idzie w przepaść z burzą
Czy zostanie
Na dnie popiołu gwiaździsty dyjament
Wiekuistego zwycięstwa zaranie...

<< Maj 2012
PonWtŚrCzwPiąSobNie
123456
78910111213
14151617181920
21222324252627
28293031
Archiwum
Rok 2012
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczen
Rok 2011
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczen
Rok 2010
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczen
Rok 2009
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczen
Rok 2008
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczen
Rok 2007
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Zobacz serwisy INTERIA.PL